X-files: I want to forget
Tagi: kino

Film X-files bez kosmitów jest jak Indiana Jones z kosmitami - straconym czasem, którego nigdy nie odzyskam. Uwaga! Będzie dużo spoilerów (:
Po wyjściu z Indiany dodatkowo odczuwałem smutek z powodu wydanej na bilety kasy. X-files zobaczyłem na darmowym przedpremierowym pokazie, więc tym razem odniosłem jedynie straty moralne.
Film był nudny, bez klimatu i w dodatku w trakcie uśmiercili jedną z moich ulubionych aktorek, bo niestety druty wystające z dna szybu windy jakimś cudem nie zamortyzowały upadku z któregośtam piętra... (;
Na IMDb podają gatunki mystery i sci-fi. Ja bym dał bardziej drama, romance z elementami comedy i księdza pedofila z wizjami. Twórcy filmu bardziej się skoncentrowali na relacjach pomiędzy Mulderem i Scully, jej problemach z jakimś chorym dzieciakiem, któremu wkładała w głowę długie igły, niż na głównym wątku, czyli - uwaga, bo to będzie dobre - przeszczepianiem głowy jakiegoś łysego, w dzieciństwie bzykniętego przez wspomnianego wcześniej księdza pedofila, chorego na raka płuc łysego gościa do ciał kobiet porywanych przez jego gejowskiego kochanka i jeżeli dobrze pamiętam nawet męża, w wykonaniu szalonego doktorka, który w Rosji wyprodukował psa z dwiema głowami, zakilanego przy końcu filmu przez Muldera. Uff, ale długie zdanie!
Wspomniane elementy komediowe to już niestety działka dla widzów - jak się trafi na drętwych to może być nudno. Scena w której Mulder wygrzebuje się z zasypanego śniegiem samochodu została przez kogoś w kinie podsumowana tekstem "jak przebiśnieg", co skończyło się wybuchem śmiechu na sali. Na końcu, kiedy w tle pojawiają się trzy zakonnice, nasza koleżanka rzuciła "a co to? madagaskar?" i wtedy śmiechu było jeszcze więcej.
Ogólnie film polecam tylko wielkim fanom serialu - normalny człowiek się na tym zanudzi (: